|
Obyczaje z przeszłości interesują nas coraz częściej. Szczególnie te, które znacząco odbiegają od współczesnych. Mam tu na myśli tzw. zabobony, czyli zachowania i przekonania nie do końca uzasadnione z punku widzenia namacalnych praw świata materialnego, a będące na porządku dziennym niekiedy nawet dziś. Wynikają one najprawdopodobniej z próby oswojenia trudnych i niezrozumiałych zjawisk, na które mamy niewielki wpływ lub zgoła żaden.
Narodziny dziecka stanowią ważny moment w życiu. Tak samo było w dawnej Polsce, mimo znacznie większej skali zjawiska (wysoki wskaźnik narodzin oraz śmiertelności noworodków, położnic i małych dzieci). Większość obrzędów związanych z tym wydarzeniem miała charakter obronny. Troska o niemowlę, oprócz tej o zaspokojenie jego podstawowych potrzeb, przejawiała się również dbałością o zapewnienie mu pomyślnej przyszłości. Pierwsze dni człowieka na tym świecie były wówczas dobrym momentem na wszelkie praktyki mające zapewnić dziecku szczęście, ale także różne wróżby, co do jego przyszłości. Do ukrócenia tych praktyk dążył Kościół katolicki wprowadzając tuż po narodzinach chrzest. W rezultacie, jednak często pogańskie obrzędy nabierały tylko schrystianizowaną formę charakteryzując się nadal zabobonnością i przesądami.
Spotkania towarzyskie związane z narodzinami rozpoczynały się już od połogu, gdy do świeżo upieczonej matki schodziły się kobiety z sąsiedztwa, początkowo do pomocy, później nierzadko na huczną zabawę, podczas której nie unikano alkoholu. Tak, więc nie zawsze młoda matka i jej nowonarodzone dziecko mogło zażyć spokoju w tym trudnym czasie.
Małe dziecko, szczególnie jeszcze nie ochrzczone, wymagało w mniemaniu ówczesnych opiekunów specjalnej opieki przed siłami nieczystymi. By je oszukać dziecko przenoszono np. nie przez próg, lecz przez okno, przebierano dla niepoznania, a wodę z pierwszej kąpieli dopiero po upływie trzech dni, po zachodzie słońca.
Wiele zjawisk niecodziennych i niezrozumiałych tłumaczono wówczas jako ingerencję sił nadprzyrodzonych. Tak, więc odmieniec czy też chorowite i płaczliwe dziecko było dzieckiem czarownicy – „podrzucem”. Istniał przesąd każący bić takie dziecko, aby jego płacz zwabił „mamumę”, która ponownie zamieniała dzieci.
Powszechnie wierzono także, iż powodzenie nowo narodzonemu dziecku zapewni opieka świętego, którego imię zostało nadane na chrzcie. Dlatego też odbywał się on bardzo szybko; Kościół zalecał nawet, by czynić to następnego dnia po urodzeniu. Najwięcej do powiedzenia w kwestii wyboru imienia miał zazwyczaj chrzczący ksiądz. Nadawano, więc imiona popularnych świętych i bohaterów Starego Testamentu. Wśród szlachty duże znaczenie miała tradycja rodowa, która preferowała pewne imiona (np. Stanisław u Kostków). Szczęście niemowlęciu mogło zapewnić proszenie na kumów – rodziców chrzestnych, żebraków i nędzarzy; czynili tak zwłaszcza rodzice dzieci chorowitych.
Pewne obrzędy zachowały się do dnia dzisiejszego i świadczyć mogą o trosce o dzieci oraz zapewnieniem sobie spokoju i bezpieczeństwa.
http://magiczne-szydelko.republika.pl/
 |