|
Po urodzeniu dziecka, między matką a pociechą tworzy się niepowtarzalna więź. Spanie z mężem nie jest już codziennością, mama bowiem u swego boku kładzie teraz małego człowieczka, którego chce mieć blisko ze względu na niepokój, który czuje, gdy maluszek śpi w swoim łóżeczku a także nocne pobudki, karmienie, przewijanie.
I tu zaczyna się problem. Mąż czuje się odtrącony, mama bądź teściowa komentuje, że - „Nie powinnaś spać z dzieckiem, potem go nie odzwyczaisz” , a ty chcesz po prostu „mieć wygodnie” .
Inna sytuacja, gdy śpisz z malcem pojawia się wówczas, gdy dziecko pierwszy raz poważnie zachoruje. Ma wysoką temperaturę, kaszle, płacze, bo mu źle… a Ty? Bierzesz do łóżka, przytulasz, okładasz zimnymi ręczniczkami (partnera oczywiście delegujesz do innego pokoju). I tak maluch przyzwyczaja się – że u mamy fajnie, że lepiej, bezpieczniej i przytulniej. I od tej pory, świątek, piątek czy niedziela drepcze do Ciebie ze swoją kołderką i rozpycha się w Waszym łóżku, kładąc się w poprzek, zrzucając Was przy tym z poduszek i zmuszając do półsnu, żeby nie przygnieść rączki czy nóżki malucha.
Nie sądzę, żeby sytuacja tu opisywana była jakąś nietypową. Pewnie większość mam zmaga się z owym codziennym (conocnym ) „gościem” w sypialni.
Strona 1 z 2

|