Pytanie:
Proszę o poradę mój syn ma obecnie 1,5 roku, i od kilku miesięcy nas bije, szczypie, gryzie,drapie. Próbowaliśmy już różnych metod. Najpierw za poradą pani psycholog jednego z portali odstawialiśmy go gdy kogoś uderzył, mówiąc stanowczo że nie wolno nikogo bić itd. Ignorowaliśmy go przez jakiś czas, żeby dać mu do zrozumienie, że nie akceptujemy takiego zachowania, ale po kilku razach przestało to na nim robić wrażenie, po prostu zajmował się zabawą i nie przejmował się nami. Następnie wprowadziliśmy karę odsyłania do kąta na 1,5-2 minuty(jak wynikałoby z jego wieku zgodnie z zaleceniami Superniani). Pierwsze razy być może zrobiły na kim jakieś wrażenie, ale po kilku zauważyłam że tylko czeka na koniec kary, zresztą czasem jak coś zbroił to sam siadał w kącie, albo pokazywał, że musi iść do kąta. Kolejną metodą było zabieranie zabawek, oczywiście dostawał ostrzeżenie,że jeśli jeszcze raz kogoś uderzy to mu zabiorę którąś.I tak też się działo. W szafie leży już kolekcja zabawek, a on dalej nas bije. Dwa dni temu uderzył tatę pięścią w nos, że aż poszła mu krew. Dodam tylko, że wszystkie te metody testowaliśmy po kilka tygodni. Najgorsza jest ta agresja poza domem,np. przy wsadzaniu do fotelika w samochodzie, albo w przychodni, kiedy mąż albo ja trzymamy go na rękach przed wejściem do gabinetu wtedy albo bije nas po głowie, twarzy, albo szczypie, albo drapie, albo wygina się i uderza nas głową, naprawdę nie wiem jak się zachować. Mówię stanowczym głosem że nie można tak się zachowywać, ale nie wiem co jeszcze mogę zrobić w takim miejscu i w takiej sytuacji. Drugim problemem, który się ostatnio pojawił, jest siadanie na ulicy, kiedy idziemy z nim za rękę (też do niedawna trudno było to wyegzekwować, ale po części się udało) mój syn nagle po prostu klęka, albo siada. Pół biedy jeśli to jest na chodniku, ale czasem też na przejściu. Zupełnie nie wiem jak się zachować. Oczywiście tłumaczę mu że są samochody, niebezpieczeństwo itd. ale nie zawsze zareaguje. Czy mam go na siłę postawić? Czy zostawić, żeby siedział? Wczoraj go zostawiłam tak na chwilę na chodniku, bo już nie miałam pomysłu i siły. Ja już nie wytrzymuję, nie wiem co robić, za kilka miesięcy pojawi sie w naszej rodzinie drugie dziecko, aż się boję pomyśleć jaką krzywdę może mu zrobić. Proszę podpowiedzcie coś. Pozdrawiam i z góry dziekuję.
Odpowiedź:
Witam! Sytuacja wygląda rzeczywiście bardzo poważnie. Im dłużej to trwa i im więcej metod stosujecie Państwo bezskutecznie- tym bardziej problem narasta i tym bardziej w oczach synka jesteście bezsilni , a on tym bardziej będzie dążył do kontrolowania sytuacji. Bardzo zachęcam do podjęcia radykalnych kroków zanim przyjdzie na świat drugie dziecko.
Nie potrafię na podstawie Pani listu określić, czemu stosowane przez Państwa metody zawiodły. Jeśli byliście konsekwentni, w grę wchodzić musi dodatkowy czynnik, którego nie jesteście świadomi. Można mnożyć warianty konkretnych sposobów wychowawczych,ale wszystkie one oparte są na tej samej myśli przewodniej: że to rodzice wyznaczają reguły i je egzekwują. I bardziej w gruncie rzeczy liczy się że to robią niż jak to robią. Badania dowodzą, że mniejsze znaczenie dla wychowania dziecka ma, jakie reguły, surowe czy liberalne, stosuje rodzina niż to, że są one jasno określone i konsekwentnie przestrzegane...a za przestrzeganie ich odpowiedzialni są rodzice.
Warto sobie odpowiedzieć na pytanie, jak to się stało, że jesteście Państwo - dorośli ludzie- bezradni wobec agresji malucha, mierzącego nie więcej niż 90cm? Jesteście przecież dużo więksi i silniejsi.Myślę, że na początek potrzeba decyzji z Państwa strony, że zrobicie absolutnie wszystko - a nie tylko sprawdzicie skuteczność kolejnego podejścia- by ukrócić rządy synka w Waszym domu.Dziecko musi wiedzieć, że rodzic jest silny, tylko wtedy może go szanować i znajdować w nim oparcie. To ważne , by nie pozostawać biernym, gdy dziecko nie jest posłuszne lub ignoruje sankcje, które wymyśliliście; wtedy jest pora na kolejny krok. Pierwszym etapem może być zakaz ( nie wolno tego robić). Drugim podniesienie głosu, ostrzeżenie, że się nie pozwoli na takie zachowanie. Trzecim jest wyciągnięcie zapowiedzianych konsekwencji. Wszystkie te kroki, według Pani relacji, zastosowaliście...pozwalając na koniec, by dziecko i tak wróciło do złych nawyków i postawiło na swoim. Po kilku miesiącach takich doświadczeń dziecko raczej nie zareaguje już na te metody. Ale gdy podnosi rękę na rodziców, czemu nie złapiecie małej rączki nie pozwalając na uderzenie? gdy bije inne dzieci, czemu nie wyniesiecie go z piaskownicy, fizycznie nie pozwalając mu tam wrócić,dopóki się nie uspokoi? moim zdaniem na tym etapie po prostu musicie zrobić wszystko co w waszej mocy, by postawić na swoim i udowodnić dziecku, kto rządzi w domu. Niestety synek nauczył się już, że rodzice grożą, straszą a i tak do niczego to nie prowadzi, więc czeka Was ciężka przeprawa...która musi skończyć się Waszym zwycięstwem.
Nie można zapomnieć, że dużo skuteczniejszą niż kary metodą wpływania na dziecko są nagrody. Wyczekajcie Państwo na moment, kiedy chłopiec bawi się spokojnie i chwalcie go wtedy i doceniajcie, dążąc do tego z kolei , by sankcje i dyscyplinowanie, choć stanowcze, trwało krótko i nie zajmowało dużo uwagi.
Jeżeli jednak i tym razem nie będzie udawało się sprawy doprowadzić do końca , proponuję by zgłosili się Państwo do psychologa osobiście. Sprawy zdecydowanie nie można pozostawić dłużej własnemu biegowi.
Pozdrawiam serdecznie
Ewa Zwolińska
Ps. Jeżeli jesteście Państwo z Warszawy, jedną z możliwości jest nasza poradnia -www.polna.waw.pl
 |